Słowem wstępu

Byłam, a w zasadzie to przecież ciągle jestem i będę, jedynaczką. Całe dzieciństwo marzyłam o siostrze bliźniaczce i starszym bracie. Miałam ich w swoich wyobrażeniach (bo wyobraźnię miałam bogatą). Ale rzeczywistość była brutalna – rodzice nie chcieli podjąć tematu rodzeństwa.
Cóż, założyłam sobie, że jak dorosnę, to będę mieć dużą rodzinę. Na przeszkodzie stała jednak cukrzyca, na którą zachorowałam, mając 7 lat. Były to lata 80-te ubiegłego wieku (ależ to brzmi prastaro…) i w Polsce trudno było o cokolwiek. Rodzice sprowadzali z Zachodu strzykawki jednorazowe z cieniutkimi igiełkami, glukometr był rozmiaru radia tranzystorowego, a lekarze od razu mówili, że o macierzyństwie mogę zapomnieć, bo kobiety z cukrzycą nie mogą mieć dzieci. Rozumiałam to na tyle, na ile rozumieć może dziecko. Ułożyłam sobie w głowie plan działania: adopcja!
I tak mijał czas. Gdy miałam około 20-tu lat, medycyna była już dobrze rozwinięta, a cukrzycę leczyło się przy użyciu najnowszych technologii. Chorzy posiadali małe glukometry, peny do podawania insuliny, a potem pompy insulinowe. Na swojej drodze spotkałam fantastyczną panią doktor, która wytłumaczyła mi, że kobiety chore na cukrzycę jak najbardziej mogą mieć dzieci. Ależ to była radosna nowina! W mojej głowie nadal były dzieci adopcyjne, ale pojawiła się też wizja dziecka biologicznego.
Jednak – jak się niedługo później okazało – trudno było spotkać człowieka, który podzielałby moją wizję na taką drogę życia.
Czekałam długo… Ponad 30 lat…
Ale poznałam go! Obydwoje byliśmy „po przejściach”. Nasze rozmowy krążyły wokół tematu dzieci, bo obydwoje o nich marzyliśmy. Ślub wzięliśmy szybko, bo i na co czekać? Starania o dziecko także zaczęliśmy szybko, bo przecież obydwoje byliśmy po 30-tce plus moja „koleżanka” cukrzyca, która niby bez powikłań, a jednak obciążała trochę. I tu klops… Mijał miesiąc za miesiącem, a na teście ciążowym nie chciały pojawić się dwie kreseczki… Badania nic nie wnosiły, a frustracja rosła.
Ponieważ od początku zdecydowaliśmy, że oprócz dziecka biologicznego, pragniemy przyjąć dziecko w opiekę zastępczą, jesienią 2010 roku rozpoczęliśmy kurs na rodziców zastępczych…

Reklamy